Już chwilę po, ale wspomnienia nadal żywe. Obowiązkowa
pozycja w kalendarzu tym razem także nie zawiodła, dostarczając dużo bardzo różnorodnych,
nie tylko filmowych emocji. W wielkim żarze lejącym się z nieba, przy
delikatnym chlupocie Wisły doświadczanym w przerwach filmowych, jedzeniu na
szybko i ochłodą pod rynkowymi parasolami korzystałam z corocznych przyjemności
jakie serwuje Festiwal w Kazimierzu Dolnym i Janowcu nad Wisłą.
Program filmowy nie był może wypchany po (dwa) brzegi
fantastycznymi pozycjami, nie trzeba było obawiać się, że będzie można
zasłabnąć w kinie z braku pokarmu, czy wody, było jednak za to kilka perełek,
których nie można było opuścić. Sporo pozycji z zagranicznych festiwali (zwłaszcza
interesujący dział tzw. „Małe Cannes” sekcji „Pod namiotem”),
dostarczające dużych emocji dokumenty (zwłaszcza „Amy” oraz „Hip Hop nie zna
wieku”), retrospektywa wszechstronnego aktora – Adama Woronowicza, ulubiony
przeze mnie konkurs filmów krótkometrażowych oraz trochę polskich premier.
Dwa filmy, które udało mi się zobaczyć, potwierdzają, że z
polskim kinem cały czas dzieje się dosyć dobrze. Czerwony Pająk i Noc Walpurgi
nie są może dziełami na miarę Idy, ale poruszają bardzo interesującą tematykę, tak
intensywnie, że nie można się uwolnić od myśli zrodzonych przez te filmy
jeszcze długo po zakończeniu seansu. Czerwony Pająk to bardzo luźna interpretacja
zdarzeń dotyczących zbrodni dziejących się w latach 60siątych, historii tzw.
wampira z Krakowa. Jest to opowieść nieoczywista, prowadząca widza przez
meandry zdarzeń oraz motywacji, przybliżająca tematykę zła, które może zrodzić
się w człowieku. Okraszona przy tym pięknymi, oddającymi klimat zdjęciami i
doskonałą scenografią czyni z utrwalonego na kliszy filmowej miasta dodatkowego
bohatera dramatu. Noc Walpurgii też oscyluje w pewnym sensie wokół zła (już sam
tytuł może prowadzić do pewnych skojarzeń). Pojawia się ona jednak raczej jako
ślad, blizny w duszy człowieka, mieszając się przy tym radością z życia i
czerpaniem z niego różnorodnych przyjemności. Forma filmu jest trochę szalona,
a to bezwstydne ujęcia i dialogi, a to przyspieszone sceny. Praktycznie cały
film rozgrywa się w jednym mieszkaniu, a akcja toczy się między dwójką
bohaterów (świetnie zagrana postać Nory Sedler przez Małgorzatę Zajączkowską). Osadzenie akcji i dobór ujęć,
przywodzą trochę na myśl scenę teatralną, kładąc jeszcze większy nacisk na to co
dzieje się między głównymi bohaterami. Wizje reżysera, przetykane są odrobiną
pikanterii, która dostarcza widzowi czystej przyjemności, nie powodując jednak zgrzytu z momentami, w którym przychodzi czas na refleksje. Warto też wspomnieć, że
Noc Walpurgii jest debiutem fabularnym Marcina Bortkiewicza, który na tym samym
festiwalu wygrał w 2013 roku Konkurs Filmów Krótkometrażowych swoim świetnym „Potretem
z niepamięci”.
Program artystyczny w tym roku wypadł niestety dosyć słabo.
Zachęcał jedynie koncert otwarcia – Wojtek Mazolewski Trio odbywający się w
przepięknej scenerii odnowionych ruin kazimierskiego zamku. Reszta z
propozycji, bliżej nieznana szerokiej publiczności, nie przyciągała zbyt dużej
ilości chętnych, w większości przypadków bez większej straty dla wspomnianych.
Nie było także tym razem, rozbudowanej oferty koncertowej w
knajpie Przystanek Korzeniowa, ani nawet (otwartego dla wszystkich) koncertu
Dziadów Kazimierskich, które powinny być chyba pozycją obowiązkową. Nie ma co
zbyt dużo wspominać o braku otwartego dla wszystkich Klubu Festiwalowego, bo to
chyba nigdy się nie zmieni.
Na uwagę zasługuje jeszcze fakt, że identyfikacja wizualna festiwalu wykonana została już drugi raz z rzędu przez Zuzannę Rogatty. I tym razem powstał godny zainteresowania, spójny, minimalistyczny projekt z dobrze dobranymi kolorami. Stworzone logo zostało docenione na tyle, że zakwalifikowało się na Drugą Ogólnopolską Wystawę Znaków Graficznych. Podobnie jak w tamtym roku podoba mi się, pochwalam i czekam na wizję na następny rok (całość do obejrzenia tutaj).
Z wielką niecierpliwością będę także śledzić wszystkie informację związane z jubileuszową edycją, mam nadzieję że ta 10-siątka przyniesie ze sobą mnóstwo fantastycznych emocji zarówno filmowych jak i około towarzyszących (no może tylko, żeby dało się załatwić trochę mniej słońca i związanej z tym sauny).



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz