Oprócz ogólnych festiwalowych wrażeń, warto zagłębić się
także w to co najważniejsze, czyli trafione perełki i największe zgrzyty,
zwłaszcza w najważniejszych dla mnie krótkich metrażach.
Tegoroczny wybór Jury w niezależnym konkursie krótkometrażowych
filmów nie do końca mi leży, jednak w związku z tym, że jurorzy wybierani są spośród widzów mogą mi odpaść tłumaczenia, że
nie znam się i się nie orientuję.
Swobodnie mogę się za to tłumaczyć odmiennym gustem filmowym, który podpowiada, że wybrane filmy złe
nie są, ale jednak były także lepsze.
Zwycięzca nagrody głównej czyli „Mocna kawa wcale nie jest taka
zła” (reż. Alek Pietrzak) bazując na bardzo znanej i dobrze grającej obsadzie aktorskiej
opowiada historię trudnych relacji między ojcem a synem. Syn (Wojciech Mecwaldowski)
stając na rozstaju drogi życiowej wraca do dawno niewidzianego ojca (Marian Dziędziel),
by pogodzić się z nim, a przy tym by tak naprawdę dotrzeć do prawdy o sobie i
otrzymać odpowiedzi co robić dalej z własnym życiem. Historia okraszona jest
kilkoma zabawnymi momentami, co nadaje jej niewątpliwego uroku, poza tym
scenariuszowo krąży jednak wokół wielu stereotypów i uproszczeń, czyniąc
opowieść bardzo przewidywalną.
Lepiej w tym aspekcie wypadł film o dość zbliżonej tematyce
„Ojcze Masz” (reż. Kacper Lisowski) z bardzo przekonującą kreacją Arkadiusza Jakubika wcielającego się
w postać punka, wiecznego buntownika, który przez splot różnych wypadków
zostaje wplątany w opiekę nad dzieckiem praktycznie obcej kobiety. W starciu z
młodym człowiekiem wulgarny i żyjący z zasadami na bakier bohater odsłania
kawałeczek swojej prawdziwej twarzy skrywanej pod twardą skorupą. Tacy
bohaterowie nie są też w kinie niczym nowym, jednak cały splot wszystkich
scenariuszowych zdarzeń tworzy opowieść, która zaciekawia i sprawia, że jest
się ciekawym dalszego ciągu. Jakubik dołożył także dużo dobrego - w trakcie
rozwoju postaci widać przez cały czas ślady walki jaką bohater musi toczyć sam
ze sobą w obliczu kolejnych pojawiających się problemów. Przekonująca gra
pozwoliła uniknąć banalizacji historii i naprawdę wczuć się w to co dzieje się
na ekranie.
"Mocna kawa wcale nie jest taka zła", reż. Alek Pietrzak, materiały prasowe ze strony festiwalu
Zwycięzca drugiej nagrody to film „Gorzko, gorzko!” (reż. Julii Rogowska i Małgorzata Załęcka).
Historia opowiada o małej pomyłce, która doprowadziła do tego, że właściciel
domu bankietowego (Sławomir Orzechowski) ma do otarcia dużo więcej potu z czoła niż zwykle - w jego
domu bankietowym w tym samym czasie musi zorganizować dwie uroczystości
zahaczające o skrajny wachlarz emocji, tj. wesele i pogrzeb. Ciekawy pomysł,
który kreśli tło do dużo poważniejszych przemyśleń związanych z przemijaniem,
podkreślając trochę głębszą tematykę zwłaszcza w końcowych, bardzo
wzruszających scenach. Do tego jeszcze pstryczek w nos funkcjonującej cały czas
lekko żenującej konwencji weselnej i kilka zabawnych scen, czynią film godną
zainteresowania krótką fabułą.
Patrząc na fabuły trochę warto także przywołać film „Mały
palec” (reż. Tomasz Cichoń), który nie porusza może super ważnych i głębokich tematów – jest krótką
i przewrotną historią na temat młodych chuliganów o mocno spuchniętym ego. Jednak
jak na polskie warunki, w których ciężko znaleźć lekkie i zabawne sensacje, to
cudo z przymrużeniem oka opowiada wciąga w świat „prawdziwej gangsterki"
.
Trzecia nagroda wybrana przez Jury jest jednak dla mnie
totalnym nieporozumieniem. Rozumiem, że „Sonda o mężczyznach” (reż. Mateusz Głowacki) może bawić
publiczność i podobać się ze względu na swą lekkość, jednak dla mnie
to tylko granie na naprawdę już powycieranych stereotypach, aż proszące się o większe
zgłębienie historii, a jednak falujące po powierzchni opowieści galerii
kobietek dobranych do wywiadów, na podstawie kryteriów znanych tylko autorowi.
Może gdybym nie patrzyła z perspektywy wcześniejszego filmu reżysera, sytuacja
wyglądała by trochę inaczej. Głowacki w swoim wcześniejszych obrazie dopytywał
się bowiem mężczyzn o płeć przeciwną. To także było zabawne, podobnie jednak
grało na utartych schematach i dodatkowo by wzmóc efekt żartu opierało się na
zestawie jeszcze dziwniej podobieranych postaci. Co by nie szerzyć jednak
jakiegoś uprzedzenia do wspomnianego reżysera, polecić mogę gorąco jego film
„Zabicie ciotki” który okraszony absurdalnym humorem przypomina trochę motywy zbrodni doskonałej, która zwłaszcza
dla psychiki bohatera nie wydaje się jednak do końca taka prosta. Oba filmy
Głowackiego zostały docenione na festiwalu Short Waves w Poznaniu, z tym, że
historia morderstwa nie do końca kochanej ciotki dostała główną nagrodę od jury
konkursu, a „Sonda o kobietach” nagrodę publiczności.
Pozostając w gatunku reportażu i dokumentu muszę wspomnieć o
filmach, które pojawiły się w konkursie a niestety zostały pominięte przez Jury. Kilka lepszych pozycji łączy fakt doboru naprawdę ciekawego bohatera,
sprawnej realizacji i odwagi przy opowiadaniu takich historii, zarówno po
stronie postaci jak i reżysera, a także fakt, że zachęcają do szerszych
dyskusji.. Jeśli będzie taka
możliwość zachęcam do obejrzenia opowieści o młodym kierowcy autobusu
szukającym kobiety swojego życia, czyli „21 dni” (reż. Damian Kocur), bardzo
barwna, zabawna i bezkompromisowa dokumentacja życia sławnego redaktora Bohdana
Gadomskiego, czyli „Diamentowo-złoty redaktor” (reż. Monika Nowickiej), a także ładna i pozytywna opowieść o spełnianiu marzeń – „Skrzydła” (reż. Michał
Bajtała i Michał Nessel). Wart zainteresowania jest także dokument stawiający pytania o sens i emocje ludzi tworzących czternastometrowego papieża
powstającego w fabryce dinozaurów i ogrodowych krasnali – „Najwyższy” (reż.
Katarzyna Gondek) oraz ciężka, ale bardzo prawdziwa historia miłości syna do matki chorej na demencję - "Stasiek" (reż. Maciej Miller)
"Sonda o mężczyznach", reż. Mateusz Głowacki, materiały prasowe ze strony festiwalu
"Diamentowo-złoty redaktor", reż. Monika Nowicka, materiały prasowe ze strony festiwalu
Niestety często w historii festiwalu animacje nie były dostrzegane przez Jury konkursu. Dlatego chyba lepszym pomysłem byłoby rozdzielenie kategorii w konkursie na oddzielne dokument, fabułę i właśnie animację. Ciężko porównywać filmy, które zrealizowane w zupełnie inny sposób, przy użyciu innych środków mogą stawiać nacisk na zupełnie inne rzeczy. Oprócz zgłoszonych przez
bardzo uznanych twórców perełek warsztatu (np. „Hipopotamy” w reż. Piotra
Dumały), znalazły się także ciekawe pozycje młodych twórców – jak np. wykonana
bardzo prostymi środkami, ale przy tym piękna opowieść o tym, że trzeba
doceniać to co się ma - „Morze” (reż. Zofia Dąbrowska), „Rabbitland” (reż. Ana Nedeljković, Nikola Majdak Jr.) świetnie ukazujący utopijny świat królików, w którym warunkiem
szczęścia jest nieposiadanie mózgu, a także
interpretacja wiersza o pająku i muchach Jana Brzechwy, metaforycznie nawiązująca do wielkiego,
złowieszczego miasta, konsumującego swoje ofiary – „Pająk i muchy” w reż. Tessy
Moult-Milewskiej. Na koniec jeszcze bajka nie tylko dla dzieci "Trzej królowie – Pastorałka" (reż. Anna Błaszczyk), czyli zabawny i piękny animowany teledysk do kolędy ze zbioru „Pastorałek i
Kolęd z melodyjkami” z 1843 roku.
"Morze", reż. Zofia Dąbrowska, materiały prasowe ze strony festiwalu
"Pająk i muchy", reż. Tessa Moult-Milewska, materiały prasowe ze strony festiwalu
Oprócz krótkiej konkursowej mety, na festiwalu pojawiały się
jeszcze inne krótkie "tortowe wisienki" zwłaszcza dokumentalne. Świetny, do bólu
prawdziwy i nielukrujący film „C.K.O.D.2 – Plan ewakuacji” (reż. Piotr Szczepański) pokazujący zespół Cool Kids of Death w chwilach zwątpienia i
pytań o to jakie są granice sztuki i sprzedawania się, a także jak bardzo
członkowie zespołu zmienili się w stosunku do buntowniczych bohaterów z
wcześniejszej części, nakręconej 10 lat temu, w trakcie rozkwitu grupy.
Dodatkowo w końcu bardzo pozytywny obraz Polaków, jak to mówili sami
autorzy i ponoć widzowie rozmaitych międzynarodowych festiwali, których nie tylko biją i krzywdzą, ale którzy mogą odnieść prawdziwy sukces. Mowa o filmie Przyjaciele na 33 obroty – Rosław Szaybo i Stanisław Zagórski (reż. Grzegorz Brzozowicz), czyli historii dwóch grafików, którzy rozwinęli
swoją międzynarodową karierę artystyczną głównie dzięki projektowaniu okładek
płyt gramofonowych. Ciepła, zabawna i nieźle nakręcona historia (ładne i
profesjonalne ujęcia, przynoszące na myśl spełnienie prawdziwego „american
dream”) przybliża obraz dwójki przyjaciół, fascynujących osobowości, o których wieść powinna nieść się jak
najszerzej.
Cały film można obejrzeć na stronie Ninateki - polecam też poprzeglądać katalogi, można znaleźć sporo ciekawych rzeczy.
Przy zestawieniu atmosfery festiwalu i małych filmowych
zgrzytów oscylujących w tematyce granic sztuki związanych z wykorzystaniem
zwierząt, do spełnienia zamysłu reżysera – dla mnie trochę kontrowersyjny film „Mleczny
brat”, czy nadętości i przesadności niektórych obrazów – przeładowany symboliką
film Lecha Majewskiego „Psie pole”, który miesza brzozy z katastrofy
smoleńskiej z Boską Komedią Dantego, te małe krótkie perełki wygrywają
podwójnie i sprawiają, że filmowo naprawdę warto przyjechać na ten festiwal.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz