Pierwsze co kojarzę z Dwoma Brzegami, to tradycja. Nie jest to imię dla dziewczynki, nie jest to nawet kwestia już 8 edycji, ale tego, że spodziewanie z festiwalem filmowym, który tak bardzo związał się z Kazimierzem Dolnym (wcześniej także Lato Filmów Romana Gutka) można łączyć dużo pozytywnych emocji, nie tylko tych dostarczanych przez filmy (trochę na ten temat też wrzucałam wcześniej). Upalne dni ochładzane dobrymi trunkami w urokliwych miejscach, w towarzystwie już dobrze znanym, jak i świeżo poznanym, okraszone rozmowami na bardzo różne tematy, to jest właśnie to, co nadaje klimat temu miejscu.
Tegoroczna edycja, w przeciwieństwie do poprzedniego wydania o wiele bardziej zachęcała. Schludna i wykorzystująca aktualne trendy strona festiwalu, program pełen filmów i wydarzeń, dużo spotkań z twórcami, pisarzami, kilka koncertów i wystawy. Sekcje programowe, które przyjęły się już we wcześniejszych edycjach - "Świat pod namiotem" - wybrane filmy pokazywane na wielkich festiwalach, czyli najnowsze trendy filmowe, retrospektywy zarówno naszych twórców (w tym roku całkiem ciekawie, przybliżenie dorobku Małgorzaty Szumowskiej), jak i zagranicznych (szwedzkiego reżysera Jana Troell, a także miniretrospektywy włoszki Liny Wertmuller oraz fińskiej reżyserki Pirjo Honkasalo) dodatkowo przeglądowy cykl "I Bóg stworzył aktora" (w tym roku - Andrzej Chyra). Można było znaleźć też coś wykraczającego poza sam film, czyli "Muzyka, moja miłość" akcentujące przenikanie się inspiracji dwóch sztuk, krótkie lekcje kina znanych twórców i krytyków filmowych (w tym roku gośćmi byli Allan Starski, Jan Kanty Pawluśkiewicz, Paweł Pawlikowski, Tadeusz Sobolewski), pokazy spektakli teatralnych, filmów dla dzieci, a także moje faworyty, czyli przegląd profesjonalnych docenionych już filmów krótkometrażowych "Na krótką metę", a także "Niezależny konkurs filmów krótkometrażowych". Do tego jeszcze obowiązkowo pokazy najlepszych filmów zeszłego sezonu w plenerze, w tym roku pod szyldem "Kina Perła", a także bardziej kameralne pokazy "W kinie za rogiem". Na uwagę zasługuje w tym roku także fakt, że oprócz koncertów, które przyjęły się już na Rynku, a także w galeriach, pojawiły się też propozycje pod szyldem "Korzeniowej Sceny Muzycznej", która oprócz Rynku gościła interesujących artystów także w bardzo urokliwym miejscu - na tyłach najmniejszej chyba knajpki w tym regionie "Przystanku Korzeniowa" (Dziady Kazimierskie, Tymon & The Transistors, Ifi Ude, Miąższ i inni).
Repertuar dostarczał dużo możliwości, cały czas tęsknię jednak za czasami, gdy festiwal oferował znacznie więcej, wnikając przy tym w rozmaite zakamarki miasta (kiedyś były jeszcze pokazy filmowe przy przystani i w ruinach zamku), łącząc także bardziej dwa brzegi, które tak akcentowane są w samej jego nazwie. Teraz niestety zdaje się, że oprócz filmów dla dzieci, Janowiec (drugie miasteczko festiwalu) pozostał już tylko symbolem. Byłoby pięknie, gdyby festiwal starając się pokazywać przenikanie i splatanie wszelakich sztuk, zjednoczył także faktycznie te dwa miejsca. Sentymenty podpowiadają mi, by do tych dwóch miast dołączyły jeszcze leżące rzut beretem Puławy, w których podczas jednej z edycji nawet dużo się działo - podejrzewam, że może to pozostać jedynie w sferze marzeń. Mam nadzieję, że chociaż wzorem innych festiwali, organizatorzy zdecydują się jednak na otwarty klub festiwalowy, który pozwoli na jeszcze większe otwarcie w kierunku widzów i łączenie się ludzi oraz niekończące się dyskusje ;) W końcu atmosfera samego miasteczka jest bardzo ku temu sprzyjająca.
Repertuar dostarczał dużo możliwości, cały czas tęsknię jednak za czasami, gdy festiwal oferował znacznie więcej, wnikając przy tym w rozmaite zakamarki miasta (kiedyś były jeszcze pokazy filmowe przy przystani i w ruinach zamku), łącząc także bardziej dwa brzegi, które tak akcentowane są w samej jego nazwie. Teraz niestety zdaje się, że oprócz filmów dla dzieci, Janowiec (drugie miasteczko festiwalu) pozostał już tylko symbolem. Byłoby pięknie, gdyby festiwal starając się pokazywać przenikanie i splatanie wszelakich sztuk, zjednoczył także faktycznie te dwa miejsca. Sentymenty podpowiadają mi, by do tych dwóch miast dołączyły jeszcze leżące rzut beretem Puławy, w których podczas jednej z edycji nawet dużo się działo - podejrzewam, że może to pozostać jedynie w sferze marzeń. Mam nadzieję, że chociaż wzorem innych festiwali, organizatorzy zdecydują się jednak na otwarty klub festiwalowy, który pozwoli na jeszcze większe otwarcie w kierunku widzów i łączenie się ludzi oraz niekończące się dyskusje ;) W końcu atmosfera samego miasteczka jest bardzo ku temu sprzyjająca.
*Plakat i cała identyfikacja wizualna tegorocznego festiwalu jest projektem studentki UAP w Poznaniu - Zuzanny Rogatty


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz