niedziela, 17 sierpnia 2014

Krótko na Dwóch Brzegach

Oprócz ogólnych festiwalowych wrażeń, warto zagłębić się także w to co najważniejsze, czyli trafione perełki i największe zgrzyty, zwłaszcza w najważniejszych dla mnie krótkich metrażach.
Tegoroczny wybór Jury w niezależnym konkursie krótkometrażowych filmów nie do końca mi leży, jednak w związku z tym, że jurorzy wybierani są spośród widzów mogą mi odpaść tłumaczenia, że nie znam się i się nie orientuję.  Swobodnie mogę się za to tłumaczyć odmiennym gustem filmowym, który podpowiada, że wybrane filmy złe nie są, ale jednak były także lepsze.
Zwycięzca nagrody głównej czyli „Mocna kawa wcale nie jest taka zła” (reż. Alek Pietrzak) bazując na bardzo znanej i dobrze grającej obsadzie aktorskiej opowiada historię trudnych relacji między ojcem a synem. Syn (Wojciech Mecwaldowski) stając na rozstaju drogi życiowej wraca do dawno niewidzianego ojca (Marian Dziędziel), by pogodzić się z nim, a przy tym by tak naprawdę dotrzeć do prawdy o sobie i otrzymać odpowiedzi co robić dalej z własnym życiem. Historia okraszona jest kilkoma zabawnymi momentami, co nadaje jej niewątpliwego uroku, poza tym scenariuszowo krąży jednak wokół wielu stereotypów i uproszczeń, czyniąc opowieść bardzo przewidywalną.
Lepiej w tym aspekcie wypadł film o dość zbliżonej tematyce „Ojcze Masz” (reż. Kacper Lisowski) z bardzo przekonującą kreacją Arkadiusza Jakubika wcielającego się w postać punka, wiecznego buntownika, który przez splot różnych wypadków zostaje wplątany w opiekę nad dzieckiem praktycznie obcej kobiety. W starciu z młodym człowiekiem wulgarny i żyjący z zasadami na bakier bohater odsłania kawałeczek swojej prawdziwej twarzy skrywanej pod twardą skorupą. Tacy bohaterowie nie są też w kinie niczym nowym, jednak cały splot wszystkich scenariuszowych zdarzeń tworzy opowieść, która zaciekawia i sprawia, że jest się ciekawym dalszego ciągu. Jakubik dołożył także dużo dobrego - w trakcie rozwoju postaci widać przez cały czas ślady walki jaką bohater musi toczyć sam ze sobą w obli­czu kolejnych pojawiających się problemów. Przekonująca gra pozwoliła uniknąć banalizacji historii i naprawdę wczuć się w to co dzieje się na ekranie.

"Mocna kawa wcale nie jest taka zła", reż. Alek Pietrzak, materiały prasowe ze strony festiwalu

Zwycięzca drugiej nagrody to film „Gorzko, gorzko!”  (reż. Julii Rogowska i Małgorzata Załęcka). Historia opowiada o małej pomyłce, która doprowadziła do tego, że właściciel domu bankietowego (Sławomir Orzechowski) ma do otarcia dużo więcej potu z czoła niż zwykle - w jego domu bankietowym w tym samym czasie musi zorganizować dwie uroczystości zahaczające o skrajny wachlarz emocji, tj. wesele i pogrzeb. Ciekawy pomysł, który kreśli tło do dużo poważniejszych przemyśleń związanych z przemijaniem, podkreślając trochę głębszą tematykę zwłaszcza w końcowych, bardzo wzruszających scenach. Do tego jeszcze pstryczek w nos funkcjonującej cały czas lekko żenującej konwencji weselnej i kilka zabawnych scen, czynią film godną zainteresowania krótką fabułą.
Patrząc na fabuły trochę warto także przywołać film „Mały palec” (reż. Tomasz Cichoń), który nie porusza może super ważnych i głębokich tematów – jest krótką i przewrotną historią na temat młodych chuliganów o mocno spuchniętym ego. Jednak jak na polskie warunki, w których ciężko znaleźć lekkie i zabawne sensacje, to cudo z przymrużeniem oka opowiada wciąga w świat „prawdziwej gangsterki"

.

Trzecia nagroda wybrana przez Jury jest jednak dla mnie totalnym nieporozumieniem. Rozumiem, że „Sonda o mężczyznach” (reż. Mateusz Głowacki) może bawić publiczność i podobać się ze względu na swą lekkość, jednak dla mnie to tylko granie na naprawdę już powycieranych stereotypach, aż proszące się o większe zgłębienie historii, a jednak falujące po powierzchni opowieści galerii kobietek dobranych do wywiadów, na podstawie kryteriów znanych tylko autorowi. Może gdybym nie patrzyła z perspektywy wcześniejszego filmu reżysera, sytuacja wyglądała by trochę inaczej. Głowacki w swoim wcześniejszych obrazie dopytywał się bowiem mężczyzn o płeć przeciwną. To także było zabawne, podobnie jednak grało na utartych schematach i dodatkowo by wzmóc efekt żartu opierało się na zestawie jeszcze dziwniej podobieranych postaci. Co by nie szerzyć jednak jakiegoś uprzedzenia do wspomnianego reżysera, polecić mogę gorąco jego film „Zabicie ciotki” który okraszony absurdalnym humorem przypomina trochę motywy zbrodni doskonałej, która zwłaszcza dla psychiki bohatera nie wydaje się jednak do końca taka prosta. Oba filmy Głowackiego zostały docenione na festiwalu Short Waves w Poznaniu, z tym, że historia morderstwa nie do końca kochanej ciotki dostała główną nagrodę od jury konkursu, a „Sonda o kobietach” nagrodę publiczności.
Pozostając w gatunku reportażu i dokumentu muszę wspomnieć o filmach, które pojawiły się w konkursie a niestety zostały pominięte przez Jury. Kilka lepszych pozycji łączy fakt doboru naprawdę ciekawego bohatera, sprawnej realizacji i odwagi przy opowiadaniu takich historii, zarówno po stronie postaci jak i reżysera, a także fakt, że zachęcają do szerszych dyskusji.. Jeśli będzie taka możliwość zachęcam do obejrzenia opowieści o młodym kierowcy autobusu szukającym kobiety swojego życia, czyli „21 dni” (reż. Damian Kocur), bardzo barwna, zabawna i bezkompromisowa dokumentacja życia sławnego redaktora Bohdana Gadomskiego, czyli „Diamentowo-złoty redaktor” (reż. Monika Nowickiej), a także ładna i pozytywna opowieść o spełnianiu marzeń – „Skrzydła” (reż. Michał Bajtała i Michał Nessel). Wart zainteresowania jest także dokument stawiający pytania o sens i emocje ludzi tworzących czternastometrowego papieża powstającego w fabryce dinozaurów i ogrodowych krasnali – „Najwyższy” (reż. Katarzyna Gondek) oraz ciężka, ale bardzo prawdziwa historia miłości syna do matki chorej na demencję - "Stasiek" (reż. Maciej Miller)

"Sonda o mężczyznach", reż. Mateusz Głowacki, materiały prasowe ze strony festiwalu

"Diamentowo-złoty redaktor", reż. Monika Nowicka, materiały prasowe ze strony festiwalu

Niestety często w historii festiwalu animacje nie były dostrzegane przez Jury konkursu. Dlatego chyba lepszym pomysłem byłoby rozdzielenie kategorii w konkursie na oddzielne dokument, fabułę i właśnie animację. Ciężko porównywać filmy, które zrealizowane w zupełnie inny sposób, przy użyciu innych środków mogą stawiać nacisk na zupełnie inne rzeczy. Oprócz zgłoszonych przez bardzo uznanych twórców perełek warsztatu (np. „Hipopotamy” w reż. Piotra Dumały), znalazły się także ciekawe pozycje młodych twórców – jak np. wykonana bardzo prostymi środkami, ale przy tym piękna opowieść o tym, że trzeba doceniać to co się ma - „Morze” (reż. Zofia Dąbrowska), „Rabbitland” (reż. Ana Nedeljković, Nikola Majdak Jr.) świetnie ukazujący utopijny świat królików, w którym warunkiem szczęścia jest nieposiadanie mózgu, a także interpretacja wiersza o pająku i muchach Jana Brzechwy, metaforycznie nawiązująca do wielkiego, złowieszczego miasta, konsumującego swoje ofiary – „Pająk i muchy” w reż. Tessy Moult-Milewskiej. Na koniec jeszcze bajka nie tylko dla dzieci "Trzej królowie – Pastorałka" (reż. Anna Błaszczyk), czyli zabawny i piękny animowany teledysk do kolędy ze zbioru „Pastorałek i Kolęd z melodyjkami” z 1843 roku.

"Morze", reż. Zofia Dąbrowska, materiały prasowe ze strony festiwalu

 
"Pająk i muchy", reż. Tessa Moult-Milewska, materiały prasowe ze strony festiwalu




Oprócz krótkiej konkursowej mety, na festiwalu pojawiały się jeszcze inne krótkie "tortowe wisienki" zwłaszcza dokumentalne. Świetny, do bólu prawdziwy i nielukrujący film „C.K.O.D.2 – Plan ewakuacji” (reż. Piotr Szczepański) pokazujący zespół Cool Kids of Death w chwilach zwątpienia i pytań o to jakie są granice sztuki i sprzedawania się, a także jak bardzo członkowie zespołu zmienili się w stosunku do buntowniczych bohaterów z wcześniejszej części, nakręconej 10 lat temu, w trakcie rozkwitu grupy.
Dodatkowo w końcu bardzo pozytywny obraz Polaków, jak to mówili sami autorzy i ponoć widzowie rozmaitych międzynarodowych festiwali, których nie tylko biją i krzywdzą, ale którzy mogą odnieść prawdziwy sukces. Mowa o filmie Przyjaciele na 33 obroty – Rosław Szaybo i Stanisław Zagórski (reż. Grzegorz Brzozowicz), czyli historii dwóch grafików, którzy rozwinęli swoją międzynarodową karierę artystyczną głównie dzięki projektowaniu okładek płyt gramofonowych. Ciepła, zabawna i nieźle nakręcona historia (ładne i profesjonalne ujęcia, przynoszące na myśl spełnienie prawdziwego „american dream”) przybliża obraz dwójki przyjaciół, fascynujących osobowości, o  których wieść powinna nieść się jak najszerzej.
Cały film można obejrzeć na stronie Ninateki - polecam też poprzeglądać katalogi, można znaleźć sporo ciekawych rzeczy.  
Przy zestawieniu atmosfery festiwalu i małych filmowych zgrzytów oscylujących w tematyce granic sztuki związanych z wykorzystaniem zwierząt, do spełnienia zamysłu reżysera – dla mnie trochę kontrowersyjny film „Mleczny brat”, czy nadętości i przesadności niektórych obrazów – przeładowany symboliką film Lecha Majewskiego „Psie pole”, który miesza brzozy z katastrofy smoleńskiej z Boską Komedią Dantego, te małe krótkie perełki wygrywają podwójnie i sprawiają, że filmowo naprawdę warto przyjechać na ten festiwal.



Dwa brzegi vol 8

Pierwsze co kojarzę z Dwoma Brzegami, to tradycja. Nie jest to imię dla dziewczynki, nie jest to nawet kwestia już 8 edycji, ale tego, że spodziewanie z festiwalem filmowym, który tak bardzo związał się z Kazimierzem Dolnym (wcześniej także Lato Filmów Romana Gutka) można łączyć dużo pozytywnych emocji, nie tylko tych dostarczanych przez filmy (trochę na ten temat też wrzucałam wcześniej). Upalne dni ochładzane dobrymi trunkami w urokliwych miejscach, w towarzystwie już dobrze znanym, jak i świeżo poznanym, okraszone rozmowami na bardzo różne tematy, to jest właśnie to, co nadaje klimat temu miejscu. 

Tegoroczna edycja, w przeciwieństwie do poprzedniego wydania o wiele bardziej zachęcała. Schludna i wykorzystująca aktualne trendy strona festiwalu, program pełen filmów i wydarzeń, dużo spotkań z twórcami, pisarzami, kilka koncertów i wystawy. Sekcje programowe, które przyjęły się już we wcześniejszych edycjach - "Świat pod namiotem" - wybrane filmy pokazywane na wielkich festiwalach, czyli najnowsze trendy filmowe, retrospektywy zarówno naszych twórców (w tym roku całkiem ciekawie, przybliżenie dorobku Małgorzaty Szumowskiej), jak i zagranicznych (szwedzkiego reżysera Jana Troell, a także miniretrospektywy włoszki Liny Wertmuller oraz fińskiej reżyserki Pirjo Honkasalo) dodatkowo przeglądowy cykl "I Bóg stworzył aktora" (w tym roku - Andrzej Chyra). Można było znaleźć też coś wykraczającego poza sam film, czyli "Muzyka, moja miłość" akcentujące przenikanie się inspiracji dwóch sztuk, krótkie lekcje kina znanych twórców i krytyków filmowych (w tym roku gośćmi byli Allan Starski, Jan Kanty Pawluśkiewicz, Paweł Pawlikowski, Tadeusz Sobolewski), pokazy spektakli teatralnych, filmów dla dzieci, a także moje faworyty, czyli przegląd profesjonalnych docenionych już filmów krótkometrażowych "Na krótką metę", a także "Niezależny konkurs filmów krótkometrażowych". Do tego jeszcze obowiązkowo pokazy najlepszych filmów zeszłego sezonu w plenerze, w tym roku pod szyldem "Kina Perła", a także bardziej kameralne pokazy "W kinie za rogiem".  Na uwagę zasługuje w tym roku także fakt, że oprócz koncertów, które przyjęły się już na Rynku, a także w galeriach, pojawiły się też propozycje pod szyldem "Korzeniowej Sceny Muzycznej", która oprócz Rynku gościła interesujących artystów także w bardzo urokliwym miejscu - na tyłach najmniejszej chyba knajpki w tym regionie "Przystanku Korzeniowa" (Dziady Kazimierskie, Tymon & The Transistors, Ifi Ude, Miąższ i inni).


Repertuar dostarczał dużo możliwości, cały czas tęsknię jednak za czasami, gdy festiwal oferował znacznie więcej, wnikając przy tym w rozmaite zakamarki miasta (kiedyś były jeszcze pokazy filmowe przy przystani i w ruinach zamku), łącząc także bardziej dwa brzegi, które tak akcentowane są w samej jego nazwie. Teraz niestety zdaje się, że oprócz filmów dla dzieci, Janowiec (drugie miasteczko festiwalu) pozostał już tylko symbolem. Byłoby pięknie, gdyby festiwal starając się pokazywać przenikanie i splatanie wszelakich sztuk, zjednoczył także faktycznie te dwa miejsca. Sentymenty podpowiadają mi, by do tych dwóch miast dołączyły jeszcze leżące rzut beretem Puławy, w których podczas jednej z edycji nawet dużo się działo - podejrzewam, że może to pozostać jedynie w sferze marzeń. Mam nadzieję, że chociaż wzorem innych festiwali, organizatorzy zdecydują się jednak na otwarty klub festiwalowy, który pozwoli na jeszcze większe otwarcie w kierunku widzów i łączenie się ludzi oraz niekończące się dyskusje ;) W końcu atmosfera samego miasteczka jest bardzo ku temu sprzyjająca.  




*Plakat i cała identyfikacja wizualna tegorocznego festiwalu jest projektem studentki UAP w Poznaniu - Zuzanny Rogatty