piątek, 15 listopada 2013

Furever, czyli zwierzaki (nie do końca) w zaświatach

Przy pierwszym spojrzeniu na tegoroczną gazetę festiwalową WFFu od razu wpadł mi w oko jeden film. Głównym powodem było to, że zwierzaki (głównie koty) to temat nader mnie fascynujący, a poza tym wiem, że po Amerykanach można spodziewać się generalnie wszystkiego, a ich absurdalne pomysły, często bywają dość zabawne. Jak się później okazało, nie zawiodłam się :)
Dokument Furever (reż. Amy Finkel) opowiada o więzi łączącej właścicieli z ich zwierzakami, o rozwijającej się pozycji futrzaków w amerykańskiej rodzinie (akurat ja też mówię do kota, jak do dziecka :P), a także o sposobach radzenia sobie z żałobą związaną ze śmiercią futrzaka i wszystkich możliwościach ich upamiętnienia dostępnych w USA. Jako, że ludzie są bardzo pomysłowi, a rynek amerykański jest w stanie wykorzystać naprawdę wszystko do wzbogacenia się dostajemy cały wachlarz możliwości - od prostych nagrobków, poprzez biżuterię z prochów, fajerwerki, aż po mumifikację i liofilizację. Zwykłe wypychanie zwierząt naprawdę przy tym wszystkim wymięka. A od kasy, którą Amerykanie wydają na swoje zwierzęta, można naprawdę dostać zawrotu głowy.


Jeśli chodzi o bardziej techniczną stronę, duże plusy za kompozycję tematu. Często w dokumentach spotkałam się z tym, że na początku dostajemy dużo emocji, a jakieś końcowe 20-30 min, to jest już tylko wałkowanie tego samego co było wcześniej. W Furever wszystko jest stopniowane, od bardzo „normalnych” możliwości (groby, kwiatki i takie tam) uczczenia pamięci zwierząt, po maksymalny hardcore (typu klonowanie), które dają też bardzo dużo tematów do rozważań. Przedstawianie kolejnych opcji przeplatane jest historiami właścicieli, którzy skorzystali z danej formy uczczenia pamięci futrzaka, a także wypowiedziami różnego rodzaju specjalistów związanych z tematem (od weterynarzy, poprzez psychologów, socjologów, po osoby zajmujące się techniczną stroną tego interesu). W filmie obok naprawdę poważnego spojrzenia na ten temat (religia, żałoba itp.), obecne są bardzo lekkie nuty, które sprawiają, że oglądało się go często z uśmiechem na ustach (jak np. przy sprawie pozwu, który chciała wytoczyć jedna z klientek firmie liofilizującej zwierzęta, za to, że przygotowany stwór, nie posiadał tego samego błysku w oku, co jej żywy pupil). Film został dostrzeżony na wielu festiwalach, więc moje zachwyty nie są odosobnione. Gorąco polecam jeśli ktoś będzie miał możliwość obejrzenia.


Tak z własnych refleksji, to po seansie oczywiście zaczęłam zastanawiać co zrobiłabym z moim diabolo. Na szczęście bestia nie potrafi czytać, więc mogę się zwierzyć. Jeśli będzie mnie stać i pojawi się w Polsce taka opcja, to myślę, że diament będzie godny :D Oczywiście w odpowiednim kolorze. 

Green LifeGem Diamond - Option I<br>(.20 - .29ct)
Ze strony LifeGEM, która robi diamenty ze szczątków ludzkich i zwierzęcych.

Gdzieś w międzyczasie, przy okazji Wszystkich Zmarłych wpadł mi w ręce artykuł na temat bytności w sieci po naszej śmierci. Przy okazji pojawił się też temat zwierząt. Jak się okazuję nawet u nas mamy wirtualny cmentarz z możliwością postawienia nagrobka, znicza, kwiatków. Wszystko tak jak normalnie ( i też kosztuje ;)). Z jednej strony rozumiem taką potrzebę i nie mam nic przeciwko temu, ale z drugiej, gdy oglądam ceny zniczy na takim cmentarzu, to dochodzę do wniosku, że jest to trochę creepy – otóż za zapalenie znicza na 180 dni zapłacimy 19 PLN z VAT, a na całą wieczność tylko 49 PLN). Poza tym trafiłam też jeszcze na specjalne urny na prochy, ale jak na razie na tym kończą się nasze opcje. Ale kto wie, może kiedyś dojdziemy do poziomu Amerykanów. Ewentualnie zawsze można skorzystać z ich opcji, np. według cennika na stronie firmy zajmującej się liofilizacją ceny rozpoczynają się od 375$. Z tym, że przesyłka z Polski, pewnie trochę zwiększyłaby takie koszty ;)


wtorek, 29 października 2013

Warsaw Film Festival again

29 WFF (kto nie wie z czym to się je, zapraszam do zajrzenia na ich stronę) co prawda już się skończył, ale wspomnienia jeszcze świeże. Jak to z festiwalami filmowymi bywa, ma swój własny klimat, który nie każdemu musi odpowiadać, ale jeśli chodzi o poziom repertuaru wypada całkiem nieźle. O pojedynczych filmach nie będę się rozwlekać, wpadną do jakiegoś oddzielnego posta, ale o ogólne refleksje się pokuszę.


- 59 krótkich + 8 fabuł - czyli średnio około 7h godzin dziennie w kinie łączy się z wszelakimi bólami ciała, a także lekkim pomieszaniem w umyśle. W pewnym momencie ciężko było przypomnieć sobie, co było pokazywane na początku obejrzanego przed chwilą bloku. Jednak część bólu została mi wynagrodzona, zwłaszcza sporą dawką śmiechu przy wielu filmach. Wskazówka na przyszłość - siadanie w pierwszym rzędzie na wszystkich seansach może chyba ostatecznie skutkować utratą wzroku, a poza tym można później trafić do różnych festiwalowych galerii, a wtedy trzeba być czujnym w czym i z czym się do tego kina przyszło ;)

- Udało mi się podsłuchać rozmowę "prawdziwego" kinomana, który wpędził mnie w kompleksy (nie jestem tak wielkim hardcorem). Pan chwalił się, że prawdziwy festiwal, to był kiedyś, jak oglądało się po 50 filmów. Podsunął mi także magiczne rozwiązanie (dla mnie bardzo ciężkiego) problemu, który rodzi się przy tak szerokich planach. Otóż: kanapki i termos z herbatą! Jakież proste, a chroni przed bankructwem i nadwagą związanym z szybkim, zapychającym żarciem, oby tylko zdążyć na film, bo przecież nie ma reklam i nie wpuszczą!

- Jeden przespany film. To zadziwiające, ale na wszystkich moich WFFach, musi zdarzyć się jedno takie cudo (zwykle z kategorii Wolny Duch ;)), które tworzy tak dobry senny klimat, że wysypiam się lepiej niż we własnych łóżku. Wskazówka na przyszłość - jeśli w krótkim opisie trafimy na słowa typu "piękne love story ukazane  bez słów", nie myślmy, że ktoś silił się na metafory. Takich seansów lepiej unikać, chyba, że ktoś lubi 2-godzinne japońskie filmy bez dialogów albo akurat ma sporą potrzebę drzemki. 

- Nie znam się na filmach. Obejrzałam cały zestaw krótkich metraży i ciężko pojąć mi werdykt Jury. Nagrodę dla filmu "Pandy" (reż. Matúš Vizár) jeszcze jestem w stanie zrozumieć, bo przynajmniej mnie mocno ubawiły, ale na pewno nie uważam ich za najlepszy film i nie widzę tam mrocznych i przerażających motywów, o których w swym uzasadnieniu pisało Jury. Jeśli komuś uda się gdzieś trafić w całości, polecam jednak obejrzeć, tu mały wstępniak. Druga nagroda dla krótkich metraży trafiła do filmu "Do Santiago" (reż. Mauro Carraro) opowiadającego o podróży do religijnego miejsca kultu. Dla mnie to niestety tylko ładnie zrobiony animowany film drogi, jak to w takich filmach drogi bywa trochę ziejących nudą. Nagrodę za aktorski film dostał "Fiord Wielorybów" (reź. Guðmundur Arnar Guðmundsson). Otrzymał ją za "..znakomitą filmową ekspresję ludzkich relacji, z ekstremalnie wnikliwą reżyserią i wybitnymi występami aktorów". Tak jak pisałam wcześniej, ewidentnie nie znam się, nie rozumiem (jeśli ktoś wytłumaczy mi co to jest ta ekstremalnie wnikliwa reżyseria, będę bardzo wdzięczna) i do tego najprawdopodobniej moja wrażliwość równa się zero. Więcej o zwycięzcach tutaj.

- Klub festiwalowy bez imprezy festiwalowej (najlepiej silent disco ;)), to jednak nie jest do końca klub festiwalowy. 

czwartek, 25 lipca 2013

Koci design

Z zupełnie innej beczki. 
Szukałam sobie w sieci zabawek dla kota i trafiłam na prawdziwe cuda.
Tym, którzy lubią dostarczać swoim zwierzakom trochę zabawy i przyjemności, a przy tym także lubią zadbać o swoje dobre samopoczucie (i mają na zbyciu dużo pieniędzy) sklepy internetowe oferują sporo designerskich propozycji. Wymyślne kuwety, przeróżnego kształtu drapaki, zabawki, miseczki, podkładki, posłania itd. Prawie wszystko co futrzak może sobie zamarzyć.

Dla tych którzy lubią zaznaczać przeciwieństwa (sklep w Polsce - Hubuform): 

drapak pies - cena 2070 zł


I filmik pokazujący zwierzaki w całej okazałości:



Albo dla tych, którzy dodatkowo dbają o estetyczny wygląd swojego wnętrza (także Hubuform):

posłanie pEiPod - cena 460 zł


Miłośnicy Apple też znajdą coś dla siebie (to niestety już nie u nas - Etsy):

Upcycled Apple Computer Pet Bed - iMac - "Think different"
posłanie - cena około 450 zł

Więcej przykładów takich pomysłowych i urokliwych rzeczy można także znaleźć na blogu Kociarstwo.pl

Jak już będę miała tak dużo pieniędzy, to na pewno sprawię mojemu kociakowi takie gadżety. Póki co mamusia jednak spłukana, także kociak czekając na przejście na nowy poziom hipsterstwa musi zadowolić się tym co poniżej :P Nie ma jednak tak strasznie źle, bo wbrew pozorom, nie jest to tylko legowisko. Jest to także fantastyczne miejsce zabawy, wystarczy tylko umieścić myszkę w odpowiednim miejscu :)




Btw, jeśli ktoś ma umiejętności i chęci zrobienia jakiś bajeranckich zabawek albo drapaka, to proszę o kontakt :)

środa, 17 lipca 2013

Animator 2013

Lato może w tym roku trochę nieobecne, ale festiwale cały czas nie zawodzą. 

Jesteśmy na półmetku Animatora. Kto jeszcze ma ochotę obejrzeć przeglądy krótkich metraży konkursowych - można się załapać od środy do piątku. Info tutaj.
Sama nie miałam okazji załapać się jeszcze na żadne przeglądy konkursowe - powody: siły wyższe i duża popularność festiwalu (co bardzo cieszy!). Udało mi się jednak trafić na małe smaczki.
Pewnie mało kto wie (sama do wczoraj zaliczałam się do tego grona), że w czasach PRLu powstało u nas sporo animacji bardziej lub mniej odważnie związanych z seksem. Zgodnie z tym co mówił Jerzy Armata ponoć części w ogóle nie dotknęły łapska cenzury i można było swobodnie oglądać animowane harce - może odliczając jakieś pojedyncze przypadku niszczenia kopii przez oburzonych księży. Poza tym co ciekawe, także takie filmiki pokazywano kiedyś przed filmami pełnometrażowymi (wspominałam kiedyś o tym w związku z festiwalem Dwa Brzegi). Co do subiektywnych wrażeń. Głównie urzekły mnie animacje Andrzeja Czeczota, tzw. makatki - częściowo wyszywane przez hafciarki, zabawnie podsumowywane znanymi przysłowiami, bardzo dowcipne scenki z prawdziwego życia pełnego trójkątów, zdrad i rogaczy ;)
Naprawdę porządnie się uśmiałam. Podobnie jak przy "W szponach seksu" Juliana Antonisza, humorem przypominającym trochę klimat Hydrozgadkę. 

Taka o makatka (żródło www.animator-festival.com)

Warto też zwrócić uwagę na to, jak w tym roku promuje się Animator. Normalną promocję wzbogaciły inne formy, np. przyciągające uwagę zootropy - urządzenia wykorzystujące efekt stroboskopowy. Jeden z nich:

Na zewnątrz tak, w środku wędrujące słońce
W takich kilku metalowych cudach ustawionych w różnych miejscach miasta można zobaczyć scenki inspirowane filmami animatorów, którzy zdobią także mural na Pawilonie Nowej Gazowni, za którą znajduje się namiot festiwalowy. 
Filmik pokazujący więcej o promocji: