czwartek, 22 marca 2012

Stuhr i jego szaleństwa


Kilka dni temu wręczono polskie odpowiedniki Oskarów, czyli Orły. Nagrody te nigdy nie wzbudzały we mnie szczególnego zainteresowania, bo zwykle ze względu na niezbyt wielką ilość dobrych filmów, można było bez cienia wątpliwości wskazać zwycięzców statuetek. Tym razem było jednak trochę napięcia, bo gra toczyła się między niezłymi filmami. Ucieszyły mnie informacje, że "Róży" Smarzowskiego udało się pokonać "W ciemności", bo co prawda oba filmy są bardzo dobre, ale film Holland żeruje trochę na utartych i wielokrotnie wykorzystywanych motywach, a "Róża" mimo z pozoru zbliżonej tematyki, rodzi o wiele więcej innych emocji i głębszych przemyśleń. Pozostawię jednak filmy, bo o "W ciemności" już pisałam, a "Róży" należy się oddzielny post. Chcę za to wspomnieć o dużym zaskoczeniu jakie wywołał we mnie prowadzący uroczystość – Maciej Stuhr, w swoich krótkich parodiach przygotowanych na potrzeby gali. Nie miałam pojęcia, że coś takiego u nas powstaje. Oczywiście pachnie to amerykańskim odpowiednikiem i fakt ten może jakoś specjalnie nie zachęca, ale w trakcie oglądania filmików na mojej twarzy kilkakrotnie pojawił się szeroki uśmiech. Poza tym mam słabość do krótkich form i młodego Stuhra :D. Tak więc, w tym przypadku moje serduszko wybaczyło miłość do wszystkiego co amerykańskie ;)

Konkrety:
O nominacjach z 2010 r. Całościowo wypada średnio, ale sceny z filmu "Rewers" z Jandą, niezłe. A aktorka przynajmniej mogła się przekonać, czy ma do siebie dużo dystansu :D



Z ostatniej gali
Z Więckiewiczem, gdzie Stuhr sprzedaje jednak małego pstryczka w nos naszej wielkiej gonitwie po uznanie w postaci Oskarów:


 
I z Sali samobójców, w której Maciuś bezczelnie igra ze "szczylem co sobie zagrał z komputerem w filmie”:



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz