sobota, 24 marca 2012

Beamvertising, czyli laserem po ścianie.

Dziś znów miałam okazję zachwycić się tą formą reklamy. Trafiłam na opis kampanii dla marki Cropp, skupiającej się w bardzo dużej mierze na beamverstingu. U nas w kraju reklamy ambientowe nie są zbyt częstym zjawiskiem, a te wykorzystujące beamvertising to już w ogóle można policzyć na palcach jednej ręki. 
Ale może od początku, czyli cóż kryje się za tym dziwnym słowem. Zdawałoby się, że to jakiś nowy, skomplikowany wymysł reklamowy, a chodzi tu po prostu o wyświetlanie filmów/animacji na ścianach budynków. Nie trzeba jakiś skomplikowanych działań, wielkich kosztów, wystarczy tylko projektor, animacja i widzowie. Tak mało środków, a ileż uciechy. Nie miałam okazji być świadkiem takiej reklamy, ale jestem pewna, że gdyby tak się zdarzyło, to na pewno zainteresowałabym się promowaną marką. Ciężko przejść obojętnym wobec takiej formy reklamy. Dlatego beamversiting jest dobrym sposobem budowania relacji z konsumentem. Minusem mógłby wydawać się lokalny zasięg takiej kampanii, ale biorąc pod uwagę niskie nakłady finansowe i fakt, że w dobie rozkwitu serwisów społecznościowych wieść o takich akcjach może roznieść się z prędkością błyskawicy, beamvertising wydaje się być naprawdę dobrym narzędziem i może świetnie funkcjonować jako uzupełnienie wielokanałowych kampanii.

Z ciekawostek. 
Pierwszy raz wykorzystano statyczną formę beamvertisingu w 1999 r. na Pałacu Westminster w Londynie. Wyświetlono zdjęcie nagiej aktorki promującej magazyn FHM publikujący ranking najseksowniejszych kobiet na świecie.
Jedna z ciekawszych. Dynamiczna, kolorowa reklama filmu Wojownicze Żółwie Ninja w Sao Paulo.


Mityczne stwory – jednorożce, syreny i inne, biegające po budynkach w Chicago, reklamujące nową wystawę w The Field Museum w Chicago. Nota bene, dla tego muzeum powstało jeszcze sporo innych ciekawych kampanii. Do obejrzenia tu

Uciekające białe króliki jako wsparcie rewelacyjnej, klimatycznej kampanii dla serialu Alicja w Krainie Czarów na kanale Syfy. Całościowo cudeńko. Do poczytania i pooglądania o całej kampanii tu, warto. 



W Polsce było kilka prób wykorzystania beamversitingu, ale kampanii agencji G7 dla Croppa udało się wzbudzić mój wielki podziw. Oprócz tego, że zdecydowali się na to ciekawe narzędzie, to wykorzystali  jeszcze krótkie formy w ciekawych, trochę prowokujących miejscach – gra w ping-ponga w Sejmie,  ciuchy przesuwające się po ścianach Pałacu Prezydenckiego. Stworzyli także coś naprawdę wyjątkowego. Zrobili serial, którego kolejne odcinki były wyświetlane na budynkach w różnych miastach kraju. Co do fabuły, też zachęcająco :D. Serial "The Pig Doctor" opowiadał o szalonym naukowcu, który stworzył ogromną świnię atakującą miasta i ich biednych mieszkańców. Poza tym postawili też na interaktywny beamversiting, tzn. każdy mógł pomazać sobie specjalnym laserem po Pałacu Kultury ;D (Więcej w wideo). Trzeba wspomnieć, że ta kampania oprócz oczywistych celów typu zwiększenie sprzedaży starała się przekonać ludzi do sztuki ulicznej, sprawić by nie sądzili, że graffiti to wandalizm, dodatkowo zachęcając przy tym do kreatywnych działań.


czwartek, 22 marca 2012

Stuhr i jego szaleństwa


Kilka dni temu wręczono polskie odpowiedniki Oskarów, czyli Orły. Nagrody te nigdy nie wzbudzały we mnie szczególnego zainteresowania, bo zwykle ze względu na niezbyt wielką ilość dobrych filmów, można było bez cienia wątpliwości wskazać zwycięzców statuetek. Tym razem było jednak trochę napięcia, bo gra toczyła się między niezłymi filmami. Ucieszyły mnie informacje, że "Róży" Smarzowskiego udało się pokonać "W ciemności", bo co prawda oba filmy są bardzo dobre, ale film Holland żeruje trochę na utartych i wielokrotnie wykorzystywanych motywach, a "Róża" mimo z pozoru zbliżonej tematyki, rodzi o wiele więcej innych emocji i głębszych przemyśleń. Pozostawię jednak filmy, bo o "W ciemności" już pisałam, a "Róży" należy się oddzielny post. Chcę za to wspomnieć o dużym zaskoczeniu jakie wywołał we mnie prowadzący uroczystość – Maciej Stuhr, w swoich krótkich parodiach przygotowanych na potrzeby gali. Nie miałam pojęcia, że coś takiego u nas powstaje. Oczywiście pachnie to amerykańskim odpowiednikiem i fakt ten może jakoś specjalnie nie zachęca, ale w trakcie oglądania filmików na mojej twarzy kilkakrotnie pojawił się szeroki uśmiech. Poza tym mam słabość do krótkich form i młodego Stuhra :D. Tak więc, w tym przypadku moje serduszko wybaczyło miłość do wszystkiego co amerykańskie ;)

Konkrety:
O nominacjach z 2010 r. Całościowo wypada średnio, ale sceny z filmu "Rewers" z Jandą, niezłe. A aktorka przynajmniej mogła się przekonać, czy ma do siebie dużo dystansu :D



Z ostatniej gali
Z Więckiewiczem, gdzie Stuhr sprzedaje jednak małego pstryczka w nos naszej wielkiej gonitwie po uznanie w postaci Oskarów:


 
I z Sali samobójców, w której Maciuś bezczelnie igra ze "szczylem co sobie zagrał z komputerem w filmie”: