Zaczęło się od tego, że wpadł mi w oko obraz Johna Singera Sargenta - Madame X. Wielce wysokich komentarzy na temat malarstwa nie będzie, ponieważ się na nim zupełnie nie znam, aczkolwiek ten obraz wyjątkowo mnie zaczarował. Może to kwestia talentu artysty, który w tak realistyczny i godny podziwu sposób oddał urodę Madame Virginie Gautreau. A może dopomogła też trochę atmosfera skandalu związana z obrazem.
Przed stworzeniem tego dzieła Sargent nie był zbyt znanym artystą. Musiał długo prosić młodą Madame by zgodziła się mu zapozować. Malarz był oszołomiony urodą Virginie do tego stopnia, że gdy już udało mu się dopiąć swego, nie mógł zdecydować w jaki sposób ją namalować (powstało bardzo dużo szkiców). Sprawy nie ułatwiała także sama modelka, będąca królową zmienności. Chodziło zarówno o wygląd (stroje, włosy, odcień skóry), jak i usposobienie, raz skromne i nieśmiałe, innym razem wyzywające i władcze. Jak widać Madame była humorzasta, ale chyba można jej wiele wybaczyć przez tą widoczną na obrazie alabastrową cerę, pewność siebie i elegancję, połączona z lekką nutką arogancji. Cudo takie, że aż sama chciałabym tak wyglądać ;)
W pierwotnej wersji suknia miała opuszczone ramiączko, które przypadkiem opadło zniecierpliwionej pozowaniem modelce i tak zachwyciło artystę, że momentalnie wybrał ostateczną wersję swojego obrazu. Entuzjazm modelki i malarza związany z ukończonym dziełem nie spotkał się jednak ze zrozumieniem i podziwem wśród paryskiej publiki. Wybuchł za to skandal oraz oburzenie rozwiązłością i wyuzdaniem portretowanej damy. Patrząc na to co widzimy teraz w mediach, czy chociażby na ulicy, aż ciężko uwierzyć, że kiedyś kontrowersje mogła wzbudzać delikatnie opadająca część garderoby. Co by nie mówić, obraz pięknym jest.
Przed stworzeniem tego dzieła Sargent nie był zbyt znanym artystą. Musiał długo prosić młodą Madame by zgodziła się mu zapozować. Malarz był oszołomiony urodą Virginie do tego stopnia, że gdy już udało mu się dopiąć swego, nie mógł zdecydować w jaki sposób ją namalować (powstało bardzo dużo szkiców). Sprawy nie ułatwiała także sama modelka, będąca królową zmienności. Chodziło zarówno o wygląd (stroje, włosy, odcień skóry), jak i usposobienie, raz skromne i nieśmiałe, innym razem wyzywające i władcze. Jak widać Madame była humorzasta, ale chyba można jej wiele wybaczyć przez tą widoczną na obrazie alabastrową cerę, pewność siebie i elegancję, połączona z lekką nutką arogancji. Cudo takie, że aż sama chciałabym tak wyglądać ;)
W pierwotnej wersji suknia miała opuszczone ramiączko, które przypadkiem opadło zniecierpliwionej pozowaniem modelce i tak zachwyciło artystę, że momentalnie wybrał ostateczną wersję swojego obrazu. Entuzjazm modelki i malarza związany z ukończonym dziełem nie spotkał się jednak ze zrozumieniem i podziwem wśród paryskiej publiki. Wybuchł za to skandal oraz oburzenie rozwiązłością i wyuzdaniem portretowanej damy. Patrząc na to co widzimy teraz w mediach, czy chociażby na ulicy, aż ciężko uwierzyć, że kiedyś kontrowersje mogła wzbudzać delikatnie opadająca część garderoby. Co by nie mówić, obraz pięknym jest.
Madame X, John Singer Sargent
Drążąc historię, trafiłam na temat fotografów inspirujących się znanymi obrazami. Zdziwiłam się jak dużo osób tego spróbowało. Od Annie Lebovitz, przez Petera Linbergha (niektóre świetne!), Rodneya Smitha i wielu, wielu innych, także naszych artystów - np. Katarzyna Kozyra. Niektórzy zarzucają takiej formie oscylowanie w okolicach plagiatu, jednak jeśli jest to tylko dość swobodna, wzbogacona własną kreatywnością inspiracja, może wyjść z tego coś naprawdę niezłego.
Zebrane wyszperane różnych artystów.
Inspiracja Madame X:
Fot. Peter Linbergh
I kilka innych wraz z oryginałami:
Róża, Mark Ryden
Zdarzyło się także wykorzystanie takich inspiracji w reklamie. Do bardzo cenionych należała kampania dla Yves Saint Laurent z 1999 r (całość). Mi osobiście bardziej podoba się mroczna próżność dla Diora:
All is Vanity, Charles Allan Gilbert
Fot. Vincent Peters
Przykładów można by mnożyć. Jednak chyba warto największą uwagę zwrócić na te fotografie, które przez subtelne modyfikacje bardzo rozszerzają możliwości interpretacyjne danego dzieła.
I tak dochodzę do wniosku, że właściwie bardziej niż taka Madame X, marzy mi się wymalowanie mnie jako Damy z Hatorem ;).








